Wyrusz w podróż do świata wiedzy

„Można mnie nazwać historiomanem”, cześć 2

Teodor Parnicki był jednym z tych pisarzy, dla których praca literacka była czymś więcej niż zawodem. I chociaż jego biografia była mocno skomplikowana – to dzięki uporowi udało mu się spełnić swoje marzenie – zostać polskim powieściopisarzem historycznym.

TP3Gdy Parnicki zdecydował się na pozostanie w Meksyku, rozpoczął się dla niego okres samotnej, mozolnej pracy pisarskiej, zbierania źródeł i tworzenia własnej poetyki powieści historycznej. Postanowił poświęcić się jedynie pisarstwu – stroniąc od pracy zarobkowej. Ta decyzja ustawiała go w trudnej sytuacji – był zależny od stypendium meksykańskiej emigracji oraz nielicznych honorariów i nagród. W Polsce był persona non grata, ze względu na brak deklaracji politycznej – pisarz nie popierał władzy ludowej ani linii partii.

Pomimo izolacji udało mu się przeprowadzić rozwód ze swoją pierwszą żoną – Elżbietą, poślubioną jeszcze we Lwowie, z którą nie miał kontaktu przez długie lata. Następnie zaocznie poślubił poznaną w Londynie Eleonorę – i sprowadził ją do siebie, za ocean.

Trudna sytuacja życiowa Parnickich oraz uparte dążenie do tego, aby być polskim pisarzem historycznym sprawiła, że Teodor w końcu podpisał umowę z Instytutem Wydawniczym PAX, unikając mimo wszystko jednoznacznej deklaracji politycznej. Nie rozwiązało to jednak wszystkich problemów. Polski wydawca i władze w Warszawie nieustannie sprawiały kłopoty w wypłacaniu należnych mu honorariów. W latach sześćdziesiątych prozaik dwukrotnie odwiedził Polskę, a w 1967 – ostatecznie przeprowadził się do Warszawy.

Lata siedemdziesiąte były czasem wytężonej pracy literackiej – otoczony opieką wydawcy, czytelnikami oraz honorowany nagrodami – czuł się dobrze. Spadek formy – zdrowotnej oraz pisarskiej – nastąpił na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Coraz bardziej skomplikowana w odbiorze forma jego powieści sprawiła, że grono jego miłośników znacznie się uszczupliło. Choroba nowotworowa i gasnący wzrok utrudniały pracę literacką. Pomimo to Parnicki pisał do ostatnich chwil swojego życia – umarł w grudniu 1988 roku, przy swoim biurku.

Jako że jego powieści nie zawierały w sobie jednoznacznych aluzji politycznych – a jeśli już zawierały, to – jak stwierdzali cenzorzy – i tak nie były czytelne dla większości odbiorców – Parnicki nie stracił możliwości swobodnego publikowania tego, co pisał.

Pisarstwo Parnickiego jest niezwykle trudne w odbiorze, a dziś pisarz pozostaje niemal zapomniany. Badaniem jego twórczości zajmował się wpierw profesor Jacek Łukasiewicz, literaturoznawca, krytyk i poeta związany z Uniwersytetem Wrocławskim.

Jednak najbardziej znana jest śląska szkoła parnickologii, skupiająca badaczy pochodzących z Instytutu Nauk o Literaturze Polskiej im. Ireneusza Opackiego Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Jednym z jej założycieli był profesor Stefan Szymutko, który autorowi Końcowi „Zgody Narodów” poświęcił wiele swoich prac. Innym badaczem tej prozy jest prof. dr hab. Krzysztof Uniłowski, prezes Towarzystwa Literackiego im. Teodora Parnickiego.

TP1Pisarstwem Parnickiego zajmowali się też prof. dr hab. Ryszard Koziołek, dr Filip Mazurkiewicz, dr Paweł Tomczok, dr hab. Ireneusz Gielata. Dr Tomasz Markiewka zajmował się z kolei edycjami licznych listów pisarza, które pozwalały zrozumieć zawiłości jego biografii, konstrukcji psychicznej, a także edycjami pierwszych powieści. Całkiem niedawno ukazała się powieść Trzy minuty po trzeciej pisana przez Parnickiego jeszcze we Lwowie, i publikowana w prasie, na łamach „Lwowskiego Kuriera Porannego”, którą do druku podał Tomasz Markiewka. Badacze i sympatycy twórczości tworzą Towarzystwo Literackie im. T. Parnickiego, do którego wciąż dołączają młodzi adepci.

Ponad trzydzieści powieści historycznych tego autora układa się w jedną, wielką opowieść. To monumentalne dzieło, rozpięte na ponad dwadzieścia wieków oraz kilkanaście różnych kręgów kulturowych najlepszej więc czytać od początku, do końca. Sam pisarz mówił o sobie, że jest „historiomanem”.

Kiedy czytelnik przebrnie przez tysiące stron, skomplikowany język, zagmatwaną fabułę – ujrzy dzieło, jakiego w literaturze polskiej dotąd nie było. Powieści te są jednocześnie namysłem nad relacją między jednostką a historią, kształtowaniu jednego przez drugie oraz prawach, jakie rządzą dziejami.