Wyrusz w podróż do świata wiedzy

Logika podróży

18 czerwca 2015 roku, a więc dokładnie dwanaście miesięcy temu, na blogu naukowym Ekskursja pojawiła się pierwsza notka – Gra w fizykę. Czas na krótkie podsumowanie.

Niech zatem pięćdziesiąta druga notka będzie autotematyczna. W ciągu roku odwiedziliśmy (z naszym notatnikiem, aparatem i kamerą) siedem wydziałów: Wydział Biologii i Ochrony Środowiska, Wydział Filologiczny, Wydział Etnologii i Nauk o Edukacji, Wydział Informatyki i Nauki o Materiałach, Wydział Nauk o Ziemi, Wydział Matematyki, Fizyki i Chemii oraz Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Opublikowaliśmy trzydzieści dziewięć artykułów, rozmawialiśmy z kilkudziesięcioma pracownikami, doktorantami i studentami Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Naszą podróż zaczęliśmy w Chorzowie, w Śląskim Międzyuczelnianym Centrum Edukacji i Badań Interdyscyplinarnych – i tam ją też zakończyliśmy.

Była to podróż fascynująca, bo pozwalała odkryć jak wiele różnorodnych badań prowadzi się w różnych jednostkach Uniwersytetu Śląskiego, a także święci sukcesów. Wiedza teoretyczna, badania terenowe, laboratoria, w końcu konferencje i publikacje.

A co było najważniejsze? Pasja ludzi, z którymi rozmawialiśmy. Ich poświęcenie badaniom oraz przekazywaniu wiedzy. Od kodu genetycznego i anatomii po stare rękopisy i etnodesign. Od meteorytów po kosmiczne podróże niesporczaków. Od mamutów po transhumanizm (w literaturze i jako realny, dokonujący się w laboratoriach progres cywilizacyjny). Od Chorzowa, przez Jaworzno, po Cieszyn.

Logika podróży polega na translokacji z miejsca A do miejsca B. Czyli na przemieszczaniu się. Bez docierania do celu, a przynajmniej do pewnego etapu, nie byłaby podróżą. Robimy więc przerwę na wakacje. A potem wyczekujcie wieści.

Dziękujemy – przede wszystkim tym z Państwa, którzy poświęcali czas na rozmowę z nami. A także wiernemu gronu czytelników.

Stay tuned!

logo_ok

Amorficzne leki

Co zrobić, aby podawane pacjentom leki były skuteczniejsze? Żeby medykamenty szybciej i lepiej oddziaływały na organizm, likwidowały przyczyny i objawy chorób? Z tym zagadnieniem mierzą się badacze z Zakładu Biofizyki i Fizyki Molekularnej Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

amorficzne leki 1Najnowsze doniesienia naukowe wskazują, że blisko 40% leków obecnie dostępnych na rynku charakteryzuje się słabą rozpuszczalnością w wodzie, która z kolei wpływa na ich niską biodostępność. Szacuje się, że z tego samego powodu prawie 80% nowych, dobrze rokujących kandydatów na substancje lecznicze zostanie odrzuconych podczas procesu badawczo-rozwojowego. Aby poprawić te statystyki i produkować efektywniej działające farmaceutyki, czyli takie, które charakteryzują się wyższą biodostępnością, należy polepszyć ich rozpuszczalność w wodzie. Jedną z metod prowadzącą do poprawy rozpuszczalności niemal nierozpuszczalnych w wodzie krystalicznych substancji leczniczych jest ich amorfizacja.

Magister Justyna Knapik wyjaśnia nam, że proces amorfizacji polega na wytworzeniu takiej substancji, której budowa wewnętrzna nie posiada uporządkowania charakterystycznego dla materiału krystalicznego. Ten brak uporządkowania sprawia, że substancja amorficzna charakteryzuje się wyższą energią swobodną Gibbsa niż jej krystaliczny odpowiednik, co bezpośrednio wpływa na jej lepszą rozpuszczalność, a tym samym znacznie wyższą biodostępność. To właśnie takie farmaceutyki są na co dzień badane i tworzone w Zakładzie Biofizyki i Fizyki Molekularnej, w grupie badawczej prof. zw. dr hab. Mariana Palucha.

amorficzne leki 2W przypadku farmaceutyków nieposiadających daleko zasięgowego uporządkowania lepszą rozpuszczalność osiąga się kosztem obniżenia jego fizycznej stabilności. Nadmiar energii powoduje, że amorficzna substancja jest termodynamicznie niestabilna. Amorficzny materiał, dążąc do oddania nadmiaru energii i osiągnięcia najniższego stanu energetycznego, prędzej czy później powraca do swojej krystalicznej formy, tracąc jednocześnie korzystne własności wynikające z nieuporządkowania.

Ograniczona fizyczna stabilność leków w stanie amorficznym jest obecnie jedyną przyczyną braku ich powszechności na rynku. Grupa badawcza Profesora Mariana Palucha badając dynamikę molekularną amorficznych farmaceutyków jest w stanie ocenić jak długo dany lek będzie fizycznie stabilny w formie amorficznej. Jeśli wspomniany czas fizycznej stabilności jest niewystarczająco długi, aby wprowadzić taki farmaceutyk na rynek, dokładają wszelkich starań, aby ustabilizować dany lek.

Badania te prowadzone są w laboratoriach Śląskiego Międzyuczelnianego Centrum Edukacji i Badań Interdyscyplinarnych w Chorzowie, gdzie mieszczą się pracownie Instytutu Fizyki im. Augusta Chełkowskiego.

Odkształcenie plastyczne półprzewodników, część 2

Mikroskopijna, diamentowa igła Triboindentera jest w stanie operować w obszarach materiału o strukturze niemal idealnej – bez defektów. Naciska na próbkę i bada jej plastyczność oraz sprężystość.

chrobak_2Dr hab. Dariusz Chrobak współpracuje z katedrą Fizyki Materiałów na Uniwersytecie Karola w Pradze, gdzie wykorzystywany jest Pikoindenter, czyli przyrząd, który podobne pomiary jak Triboindenter w SMCEBI wykonuje wewnątrz komory mikroskopu elektronowego, co daje możliwość rejestracji zmian w strukturze materiału zachodzących podczas odkształcenia plastycznego.

Trzeba pamiętać o tym, że w każdym materiale pojawiają się pewne niedoskonałości. Zaliczamy do nich defekty punktowe czy liniowe. Nanoindentacja jest ważną metodą, pozwalającą na pomiar własności mechanicznych w niezwykle małych obszarach. Subtelna regulacja położenia ostrze igły pozwala niejako „ominąć” niedoskonałości budowy monkryształu, i w ten sposób możliwe staje się poznanie własności plastycznych i sprężystych w obszarach o strukturze pozbawionej defektów liniowych.

Odkształcenie plastyczne metali polega na dyslokacji fragmentu materiału, natomiast półprzewodniki reagują nieco inaczej, bowiem może dojść do strukturalnej przemiany fazowej. W przypadku Krzemu (Si) czy Arsenku Galu (GaAs) jest wręcz tak, że proces odkształcenia plastycznego inicjuje przemiana fazowa. Badaniem tych właśnie zjawisk zajmuje się Dariusz Chrobak.

Jego laboratorium mieści się w Śląskim Międzyuczelnianym Centrum Edukacji i Badań Interdyscyplinarnych w Chorzowie, gdzie znajduje się część Wydziału Informatyki i Nauki o Materiałach Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Ale badacz współpracuje także z fińskimi jednostkami naukowymi – Aalto University w Helsinkach (gdzie kilkukrotnie przebywał na stażach) oraz z Optoelectronics Research Centre, będącej jednostką Tampere University of Technology. Opublikował wiele artykułów naukowych w prestiżowych czasopismach, między innymi w renomowanym „Nature Nanotechnology” (w 2009 i w 2011 roku).

chrobak_4Odkształcenie plastyczne w półprzewodnikach jest bardzo ciekawym problemem fizycznym. Deformacja sieci krystalicznej półprzewodnika zmienia szerokość przerwy elektrycznej, co wpływa na właściwości danego materiału: energię oraz częstotliwość emitowanych fotonów. Zmiana szerokości przerwy energetycznej wpływa także na przewodnictwo elektryczne półprzewodnika. W ostatnich latach intensywnie rozwija się tzw. strain engineering, czyli inżynieria odkształceniowa, która zajmuje się wpływem deformacji materiału na jego własności fizycznego, a w konsekwencji na jego użytkowe zastosowanie.

Znaczenie materiałów półprzewodnikowych w rozwoju różnych technologii użytkowych dobrze demonstruje przykład Azotku Galu (GaN) wykorzystywanego w technologii Blu-ray jako źródło światła laserowego. Wytworzenie pozbawionych defektów liniowych monokryształów GaN, a tylko takie mogą być dalej wykorzystane, jest bardzo trudnym zadaniem. Poznanie własności mechanicznych Azotku Galu między innymi metodami stosowanymi w laboratorium dr hab. Dariusza Chrobaka może przyczynić się do lepszego zrozumienia zjawiska wzrostu monokryształu, i tym samym do poprawy technologii wytwarzania GaN.

Odkształcenie plastyczne półprzewodników, część 1

Zastanawialiście się kiedyś, z jakich materiałów zrobione są otaczające nas komputery? Między innymi z półprzewodników, które charakteryzują się bardzo interesującymi właściwościami.

Półprzewodniki to grupa materiałów, których przewodnictwo elektryczne zmienia się pod wpływem różnych, zewnętrznych czynników. Ta zmienność wynika z ich budowy molekularnej – przerwa energetyczna skutecznie utrudnia swobodny przepływ prądu.

chrobak_1Jednym z takich zmieniających ich przewodnictwo czynników jest ogrzewanie danej substancji, ale to – na dłuższą metę – działanie bez sensu (wyobraźmy sobie, że musimy podgrzać kabel, żeby popłynął nim prąd). Dlatego półprzewodniki poddaje się domieszkowaniu już na etapie wytwarzania. Wyróżniamy dwie metody domieszkowania: donorową i akceptorową. Ta pierwsza polega na tym, że do układu dostarczamy dodatkowy elektron walencyjny, który nie uczestniczy w wiązaniach, jest swobodny, i dzięki temu w półprzewodniku może płynąć prąd elektronowy. Ta druga polega z kolei na usunięciu elektronu, w efekcie czego powstaje swoisty brak, dziura, na którą wskakują kolejne elektrony, i dzięki temu w półprzewodniku popłynie prąd dziurowy. Prądy te płyną w przeciwnych kierunkach.

Półprzewodniki charakteryzują się właściwościami, których nie mają przewodniki i dlatego używa się ich w konstruowaniu elektroniki cyfrowej. Pierwszy tranzystor zbudowano właśnie z takiego materiału – z Germanu (Ge). Każdy mikroprocesor zbudowany jest z setek tysięcy odpowiednio połączonych mikro-tranzystorów.

Dr hab. Dariusz Chrobak z Zakładu Badań Strukturalnych Wydziału Informatyki i Nauki o Materiałach Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach zajmuje się właśnie mechanizmami i procesami odkształcania plastycznego w półprzewodnikach, między innymi w Krzemie, Germanie czy Arsenku Galu. Do badań stosuje metody doświadczalne, eksperymentalne oraz teoretyczne (głównie obliczeniowe: klasyczną dynamikę molekularną, i kwantową metodę ab-inito, polegającą na rozwiązywania równania Schrödingera dla układu wielu oddziaływających ze sobą elektronów i jąder atomowych).

chrobak_5Badania zmian struktury odkształcanych półprzewodników prowadzi się w laboratoriach rentgenowskich i za pomocą mikroskopu elektronowego. Jednak najważniejsza metoda pomiarowa wykorzystuje Triboindenter TI-950 firmy Hysitron. Przyrząd ten pozwala zbadać odpowiedź sprężysto-plastyczną w bardzo małych obszarach półprzewodnika – w nanoobjętościach i w nanoobiektach. To dość popularna ostatnio metoda, ma też duże zastosowanie praktyczne.

Bardzo małą i niezwykle ostrą igłą diamentową „dotyka” się powierzchni materiału i rejestruje związek pomiędzy przyłożoną siłą, a przemieszczeniem igły. Kontakt igły z badanym materiałem powoduje powstanie naprężeń będących przyczyną ciekawych zjawisk fizycznych.

Część druga już za tydzień!

Magia siły magnetycznej

W ich pracowniach stoją małe hutnicze piece, mikroskopy oraz zbiorniki z ciekłym azotem. Za ich pomocą wytwarzają i badają między innymi stopy metali. Oto ciąg dalszy opowieści o eksperymentach materiałoznawców.

magia sily magnetycznej 1 Ostatnio pisaliśmy o materiałach z pamięcią kształtu, które na zmianę temperatury otoczenia reagują zmianą budowy mikro- i makroskopowej. Dziś doktor Krystian Prusik z Zakładu Badań Strukturalnych Instytutu Nauki o Materiałach Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach opowiada nam o materiałach z magnetyczną pamięcią kształtu.

Pole magnetyczne to pewien stan przestrzeni, w którym określone siły (np. Siła Lorentza) działają na ładunki elektryczne. To – innymi słowy – przestrzeń wokół poruszającego się ładunku.

W materiałach z magnetyczną pamięcią kształtu zmiana wymiaru obiektu następuje pod wpływem zewnętrznego pola magnetycznego. A materiał możemy wytrenować tak, aby pamiętał kształt i pod wpływem pola magnetycznego wydłużał się, skracał, skręcał bądź zginał. Odpowiedź układu na zmianę pola magnetycznego jest znacznie szybsza, niż w wypadku konwencjonalnych stopów z pamięcią kształtu aktywowanych przez temperaturę. Zmiana kształtu obiektu w tych stopach może następować zgodnie z dwoma mechanizmami: albo dochodzi do reorientacji wariantów płytek martenzytu (przesuwanie się granicy między kolejnymi płytkami martenzytu, co generuje w efekcie zmianę kształtu), albo do indukowanej, odwrotnej przemiany martenzytycznej (wtedy różnica kształtu wynika z różnicy kształtu nanoobiektów – zmienia się geometria tych „nano-klocków”). Skomplikowane? Niekoniecznie. Martenzyt to faza organizacji materii, charakteryzująca się pewnym specyficznym i sekwencyjnym ułożeniem płaszczyzn atomowych w przestrzeni.

Co ciekawe – w efekcie przyłożonego zewnętrznego pola magnetycznego zmiana kształtu może wynosić aż 12%! Wydłużenie metalu o 12%? Tak to możliwe. A zatem przedmiot o długości 100 centymetrów po przyłożeniu pola magnetycznego „urośnie” aż o 12 centymetrów. Jest to jak dotychczas największa obserwowana wartość efektu spośród wszystkich materiałów znanych we wszechświecie. Taka transformacja jest niezwykle przydatna np. w aktuatorach magnetycznych (siłownikach), gdzie wymagana jest precyzyjna zmiana kształtu oraz możliwy uzysk siły i naprężenia. Siłowniki takie można będzie stosować w mikropompach, detektorach czy sensorach.

Ponadto, stopy te wykazują gigantyczny efekt magnetokaloryczny. W dużym uproszczeniu jest to zmian temperatury obiektu (lub układu) na skutek działania pola magnetycznego. Taki materiał może być więc użyty jako medium chłodzące na przykład w lodówkach i chłodziarkach przyszłości.

magia sily magnetycznej 2Dr Krystian Prusik próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie, czy (i w jakim stopniu) możliwe jest uzyskanie materiału polikrystalicznego z magnetyczną pamięcią kształtu. Przedmiotem jego zainteresowań są właśnie polikryształy, których wytwarzanie jest o wiele tańsze, niż hodowla monokryształów (pisaliśmy o tym tutaj).

Chciałby znaleźć sposób wytwarzania z steksturowanych polikrystalicznych materiałów z magnetyczną pamięcią kształtu, czyli takich, które posiadają preferowaną wewnętrzną orientację. Gdyby ziarna mikrostruktury nie były rozlokowane statystycznie, tańsze polikryształy byłyby istotną z punktu widzenia gospodarki i przemysłu konkurencją dla monokryształów. Gra toczy się o nadawanie określonej orientacji między innymi stopom na bazie niklu, manganu, galu, kobaltu i indu.

Praca materiałoznawców jest trudna o tyle, że tworzą oni swój warsztat niemal od podstaw. Najpierw studiują teorię, następnie projektują i budują „małe piece hutnicze” (np. łukowe lub indukcyjne), w których przygotowują stopy. Do badań stosują między innymi metody magnetyczne, kalorymetryczne i wytrzymałościowe. Strukturę materiałów określają za pomocą metod rentgenowskich oraz skaningowej i transmisyjnej mikroskopii elektronowej. W końcu próbują określić możliwe zastosowania dla badanych stopów. Laboratoria Instytutu Nauki o Materiałach mieszczą się w Śląskim Międzyuczelnianym Centrum Edukacji i Badań Interdyscyplinarnych w Chorzowie.

Pamięć kształtu, część 2

Poznanie struktury materiału pozwala nam go zrozumieć. Mówi o nim niemal wszystko, a także o jego możliwych zastosowaniach.

pamiec ksztaltu 4Doktor Maciej Zubko z Zakładu Badań Strukturalnych Instytutu Nauki o Materiałach Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach zajmuje się między innymi rozwiązywaniem struktury krystalicznej nanoobiektów. Bada wzajemne ułożenie atomów i ich otoczenia, przede wszystkim za pomocą badań dyfrakcyjnych. Zajmuje się różnymi materiałami i związkami.

Używa się do tego celu transmisyjnego mikroskopu elektronowego w zestawie z odpowiednią przystawką do precesji wiązki elektronowej. W Śląskim Międzyuczelnianym Centrum Edukacji i Badań Interdyscyplinarnych w Chorzowie znajduje się jeden z niewielu takich zestawów w Polsce. Metoda ta, zwana dyfrakcją elektronów, polega na oddziaływaniu równoległą wiązką elektronów na badany materiał i analizie wiązek przechodzących przez materiał. W ten sposób można określić położenie atomów budujących nonokryształy. Dzięki temu można się przyglądać budowie atomowej materiałów w skali niedostępnej żadnymi innymi metodami badawczymi. Dyfrakcja elektronowa z metodą precesji wiązki jest metodą stosunkowo nową i w Polsce do takich celów stosowana jest tylko w Instytucie Nauki o Materiałach.

Dla badania materiałów poznanie jego struktury krystalicznej jest informacją podstawową. Ciała krystaliczne są wszechobecne – większość metali wykazuje takie właściwości budowy. Budowę krystaliczną ma także lód oraz ceramiki. Analizę strukturalną stosuje się także w biologii. Dzięki określeniu budowy białek będących budulcem wirusów i bakterii łatwiej znaleźć zwalczające je lekarstwa.

pamiec ksztaltu3A przykłady materiałów niekrystalicznych? To na przykład szkło (tlenek krzemu), które jest amorficzne. Jego struktura jest nieuporządkowana, a nawet lekko się porusza! Jeśli przyjrzymy się bardzo starym szybom okiennym zaobserwujemy, że u góry są cieńsze, niż u dołu.

W Instytucie Nauki o Materiałach, mieszczącym się w chorzowskim SMCEBI, bada się nie tylko materiały w mikro- i nanoskali, ale także ich właściwości mechaniczne. Badania prowadzi się na różnych skalach – atomowej, krystalicznej, przygląda się także ich mikrostrukturze, która ma przełożenie na właściwości stosowanych materiałów. A to z kolei pomaga poznać ich możliwe zastosowania w przemyśle i gospodarce. Nieustannie też szuka się nowych materiałów, na przykład poprzez tworzenie nowych stopów, kompozytów oraz sposobów obróbki istniejących już materiałów.

Z laboratoriów korzystają także studenci kierunku Inżyniera Materiałowa, prowadzonego przez Instytut Nauki o Materiałach. Więcej informacji o tych studiach znajdziecie na stronach Wydziału.

Pamięć kształtu, część 1

Są w stanie sprawić, że przedmioty zmieniają swoją formę. I nie jest to magia. To projektowanie materiałów z pamięcią kształtu. Poznajcie materiałoznawców.

pamiec kształtu 2Do leczenia skomplikowanych złamań stosuje się specjalne klamerki, które pod wpływem ciepła organizmu człowieka zaginają się zaciskając się na kości zespalając ją. Podobnie działają stenty w żyłach, które rozszerzają się do dokładnie zaprojektowanego wcześniej rozmiaru, wypełniając naczynie krwionośne.

O materiałach z pamięcią kształtu opowiada nam doktor Maciej Zubko z Zakładu Badań Strukturalnych Instytutu Nauki o Materiałach Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Zajmuje się badaniem przemian fazowych i strukturalnych w różnych materiałach, głównie stopów niklu (Ni) i tytanu (Ti) – materiałów z pamięcią kształtu.

Pamięć kształtu wynika z występującej w powyższych stopach przemiany fazowej. Istnieją, w zakresie o którym tu mówimy, trzy fazy: wysokotemperaturowa (B2), średniotemperaturowa (R) oraz niskotemperaturowa (B19′). W trakcie zmiany temperatur następuje zmiana układu atomów w danym materiale.

A zatem reorganizacja atomów sprawia, że drucik zmienia kształt. To własność stopów niklu i tytanu, odkryta w latach 50 XX wieku. Proces ten przebiega w taki sposób, że ochłodzony materiał (na przykład za pomocą ciekłego azotu) odkształca się plastycznie, następnie ogrzewa się go (w naczyniu z wrzącą wodą) i wtedy, w efekcie przejścia strukturalnego, atomy zmieniają swoją konfigurację.

Przejście fazowe zmienia mikrostrukturę ziaren i dlatego materiał (konkretny przedmiot) zmienia kształt. Mówimy tu rzędzie wielkości na poziomie mikrometrów, a kryształy, z których zrobione są badane materiały liczą sobie miliardy atomów.

To już obszar krystalografii (z gr. krystallos – „lód” i grapho – „piszę”) – nauki badającej te ciała stałe, których cząsteczki lub atomy układają się w określone schematy. Kryształy charakteryzują się także periodycznością, co oznacza, że odległości pomiędzy cząsteczkami są powtarzalne.

pamiec kształtu 1W roku 1984 Dan Szechtman (ur. 1941), izraelski naukowiec, dokonał ważnej obserwacji – odkrył, że istnieją kryształy, których nie charakteryzuje periodyczność. Oznacza to, że ich struktura jest regularna, ale nie jest powtarzalna. Było to odkrycie przełomowe, i choć niektórzy naukowcy odmawiali jego zaakceptowania, ostatecznie zmieniono definicję kryształu, a w roku 2011 Szechtman otrzymał za to odkrycie nagrodę Nobla w dziedzinie chemii. Ostatnio prof. Szechtman był honorowym gościem Konferencji Krystalografii Stosowanej organizowanej przez Instytut Nauki o Materiałach.

Quasi-kryształy są twarde, ale bardzo kruche. Słabo przewodzą ciepło i prąd, dlatego używa się ich przy konstruowaniu pokryw termoizolacyjnych. Wciąż niewielu naukowców zajmuje się ich badaniem.

Wróćmy do materiałów z pamięcią kształtów. Ażeby dany przedmiot – na przykład wspomniany na początku stent, umieszczany w naczyniu krwionośnym człowieka – mógł przeformować się do zaprogramowanego kształtu, należy poddać go odpowiedniemu „treningowi”, czyli wielokrotnie zmieniać jego kształt w odpowiednich temperaturach. Poznawanie tych, jak i innych fascynujących materiałów możliwe jest dzięki laboratoriom w Śląskim Międzyuczelnianym Centrum Edukacji i Badań Interdyscyplinarnych w Chorzowie, gdzie mieści się część Wydziału Informatyki i Nauki o Materiałach Uniwersytetu Śląskiego. Jednym z bardziej interesujących instrumentów pomiarowcy jest transmisyjny mikroskop elektoronowy, który pozwala nawet na obserwację struktury materiałów w skali atomowej.

Część druga już za tydzień!

„Można mnie nazwać historiomanem”, cześć 2

Teodor Parnicki był jednym z tych pisarzy, dla których praca literacka była czymś więcej niż zawodem. I chociaż jego biografia była mocno skomplikowana – to dzięki uporowi udało mu się spełnić swoje marzenie – zostać polskim powieściopisarzem historycznym.

TP3Gdy Parnicki zdecydował się na pozostanie w Meksyku, rozpoczął się dla niego okres samotnej, mozolnej pracy pisarskiej, zbierania źródeł i tworzenia własnej poetyki powieści historycznej. Postanowił poświęcić się jedynie pisarstwu – stroniąc od pracy zarobkowej. Ta decyzja ustawiała go w trudnej sytuacji – był zależny od stypendium meksykańskiej emigracji oraz nielicznych honorariów i nagród. W Polsce był persona non grata, ze względu na brak deklaracji politycznej – pisarz nie popierał władzy ludowej ani linii partii.

Pomimo izolacji udało mu się przeprowadzić rozwód ze swoją pierwszą żoną – Elżbietą, poślubioną jeszcze we Lwowie, z którą nie miał kontaktu przez długie lata. Następnie zaocznie poślubił poznaną w Londynie Eleonorę – i sprowadził ją do siebie, za ocean.

Trudna sytuacja życiowa Parnickich oraz uparte dążenie do tego, aby być polskim pisarzem historycznym sprawiła, że Teodor w końcu podpisał umowę z Instytutem Wydawniczym PAX, unikając mimo wszystko jednoznacznej deklaracji politycznej. Nie rozwiązało to jednak wszystkich problemów. Polski wydawca i władze w Warszawie nieustannie sprawiały kłopoty w wypłacaniu należnych mu honorariów. W latach sześćdziesiątych prozaik dwukrotnie odwiedził Polskę, a w 1967 – ostatecznie przeprowadził się do Warszawy.

Lata siedemdziesiąte były czasem wytężonej pracy literackiej – otoczony opieką wydawcy, czytelnikami oraz honorowany nagrodami – czuł się dobrze. Spadek formy – zdrowotnej oraz pisarskiej – nastąpił na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Coraz bardziej skomplikowana w odbiorze forma jego powieści sprawiła, że grono jego miłośników znacznie się uszczupliło. Choroba nowotworowa i gasnący wzrok utrudniały pracę literacką. Pomimo to Parnicki pisał do ostatnich chwil swojego życia – umarł w grudniu 1988 roku, przy swoim biurku.

Jako że jego powieści nie zawierały w sobie jednoznacznych aluzji politycznych – a jeśli już zawierały, to – jak stwierdzali cenzorzy – i tak nie były czytelne dla większości odbiorców – Parnicki nie stracił możliwości swobodnego publikowania tego, co pisał.

Pisarstwo Parnickiego jest niezwykle trudne w odbiorze, a dziś pisarz pozostaje niemal zapomniany. Badaniem jego twórczości zajmował się wpierw profesor Jacek Łukasiewicz, literaturoznawca, krytyk i poeta związany z Uniwersytetem Wrocławskim.

Jednak najbardziej znana jest śląska szkoła parnickologii, skupiająca badaczy pochodzących z Instytutu Nauk o Literaturze Polskiej im. Ireneusza Opackiego Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Jednym z jej założycieli był profesor Stefan Szymutko, który autorowi Końcowi „Zgody Narodów” poświęcił wiele swoich prac. Innym badaczem tej prozy jest prof. dr hab. Krzysztof Uniłowski, prezes Towarzystwa Literackiego im. Teodora Parnickiego.

TP1Pisarstwem Parnickiego zajmowali się też prof. dr hab. Ryszard Koziołek, dr Filip Mazurkiewicz, dr Paweł Tomczok, dr hab. Ireneusz Gielata. Dr Tomasz Markiewka zajmował się z kolei edycjami licznych listów pisarza, które pozwalały zrozumieć zawiłości jego biografii, konstrukcji psychicznej, a także edycjami pierwszych powieści. Całkiem niedawno ukazała się powieść Trzy minuty po trzeciej pisana przez Parnickiego jeszcze we Lwowie, i publikowana w prasie, na łamach „Lwowskiego Kuriera Porannego”, którą do druku podał Tomasz Markiewka. Badacze i sympatycy twórczości tworzą Towarzystwo Literackie im. T. Parnickiego, do którego wciąż dołączają młodzi adepci.

Ponad trzydzieści powieści historycznych tego autora układa się w jedną, wielką opowieść. To monumentalne dzieło, rozpięte na ponad dwadzieścia wieków oraz kilkanaście różnych kręgów kulturowych najlepszej więc czytać od początku, do końca. Sam pisarz mówił o sobie, że jest „historiomanem”.

Kiedy czytelnik przebrnie przez tysiące stron, skomplikowany język, zagmatwaną fabułę – ujrzy dzieło, jakiego w literaturze polskiej dotąd nie było. Powieści te są jednocześnie namysłem nad relacją między jednostką a historią, kształtowaniu jednego przez drugie oraz prawach, jakie rządzą dziejami.

„Można mnie nazwać historiomanem”, cześć 1

Trudna historia XX wieku pokrzyżowała biografie wielu ludziom. Posłuchajcie o jednej z bardziej niezwykłych.

TP2Rodzina Parnickich pochodziła z Wielkopolski, znajdującej się podówczas w granicach zaboru pruskiego, a pod koniec XIX wieku przeniosła się do Rosji. Bronisław uczył się w Baku (to miasto w którym dorastał Cezary Baryka, bohater Przedwiośnia Stefana Żeromskiego), potem na uniwersytecie w Kijowie. Kiedy został relegowany z uczelni za działalność socjalistyczną (był mienszewikiem) – przeniósł się do Niemiec. Tam poślubił poznaną jeszcze w Kijowie Augustynę Piekarską, dziewczynę żydowskiego pochodzenia. Tam też przychodzi na świat główny bohater naszej opowieści.

Teodor Parnicki urodził się w marcu 1908 roku w Charlottenburgu pod Berlinem. W 1912 rodzina przenosi się na powrót do Rosji, gdzie w rok po wybuchu rewolucji umiera Augustyna, matka przyszłego pisarza. Konflikt z macochą sprawia, że jedenastoletni chłopiec musi opuścić dom rodzinny i zostaje wysłany do korpusu kadetów, który – z powodu trwającej wojny domowej z bolszewikami – znalazł się aż na Dalekim Wschodzie.

W 1920 roku, w wieku dwunastu lat, Teodor ucieka z korpusu i dociera do Harbina. To rosyjskie miasto w chińskiej Mandżurii, w którym znajdowała się polska kolonia. Nie odszukuje w niej ojca – ale za to trafia pod opiekę życzliwych mu ludzi.

Dzięki wsparciu Konstantego Symonolewicza, polskiego konsula i orientalisty, a także atmosferze panującej w polskiej koloni – młody Teodor postanowił zostać polskim powieściopisarzem historycznym. Temu marzeniu poświęcił swoje życie, i podporządkowywał mu niemal wszystkie swoje decyzje. Co ciekawe – dopiero wtedy, w Harbinie – nauczył się języka polskiego (wcześniej władał niemieckim i rosyjskim). Młody Teodor był zdolnym uczniem, w 1928 roku wyrusza na studia polonistyczne do Lwowa.

TP4Chciał studiować twórczość Juliusza Słowackiego u wybitnego literaturoznawcy – prof. Juliusza Kleinera, na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Studiów ostatecznie nie ukończył, choć był uważany za wybitnego znawcę literatury rosyjskiej – wygłaszał odczyty na uniwersytecie i w wielu miastach Polski. Jednocześnie poświęcił się swojemu życiowemu powołaniu – literaturze. Opublikował w prasie lwowskiej dwie krótkie powieści – Trzy minuty po trzeciej oraz Rozkaz 94, oraz liczne szkice krytyczne, a w 1937 ukazała się jego pierwsza dojrzała powieść – Aecjusz, ostatni Rzymianin, która zdobyła nagrodę Polskiej Akademii Literatury.

Po wybuchu II wojny światowej, w styczniu 1940 roku, został aresztowany za działalność kontrrewolucyjną (argumentem miały być opinie o Rosji w jego krytyce literackiej). W radzieckich więzieniach przebywał do roku 1941, kiedy zwolniony na mocy układu Sikorski-Majski trafił do polskiej ambasady w Kujbyszewie. Jako attache prasowy pracował tam do wiosny 1943 roku. Przez Teheran, Damaszek pojechał do Jerozolimy, gdzie w roku 1943 ukończył powieść Srebrne orły.

Nie był to jeszcze koniec jego wojennej tułaczki. Na wezwanie rządu emigracyjnego przybył do Londynu, a w rok później wyjechał aż do Meksyku, aby pracować tam w polskiej ambasadzie. Po latach mówił, że wybrał Amerykę Środkową także po to, aby napisać tam powieść o jej historii. Kiedy rząd w Meksyku zerwał relacje dyplomatyczne z rządem polskim na uchodźstwie – Parnicki pozostał w Ameryce jako rezydent.

Część druga już za tydzień!